29 lip 2016

I będziesz. I będę.


długi związek, miłośc życia, miłość a zakochanie, wspólne pasje w związku

00:27. A. śpi, dziecko śpi. Wtuleni w siebie jak dwie łyżeczki pod puchową kołdrą. Śpimy razem z dzieckiem. Chcemy dać jej tyle bliskości, ile potrzebuje. W cichym domu nie śpię tylko ja. Mam laptopa i Żywca czyli połączenie bardzo niebezpieczne w kobiecych rękach, ale nie dziś, bo ten wpis będzie przerażająco nudny z cyklu rutynowo - rzygająco - lukrowanego, a więc nic takiego, co mogłoby  przysporzyć mi sławy złej czy dobrej. Bo taka już jestem. Swoja, swojska i niesalonowa. I słucham sobie teraz "tak to ty" Domu o Zielonych Progach. Czuję się jak w starym, poczciwym śnie.




Naszło mnie na przemyślenia w temacie spraw skomplikowanych czyli wiadomo jakich - relacji damsko-męskich. Od dawna zastanawiałam się, co właściwie łączy mnie i A. oprócz dziecka. Obydwoje mamy dwie całkiem różne prace, całkiem różne zainteresowania, różne filmy, różne książki. On jest tym od planowania, co denerwuje mnie na tyle, że czasem cichaczem śmieję się, gdy coś odbiegnie od jego idealnego planu. Ja znów mam sto pomysłów na minutę i przekonanie, że wszystkie wypalą. Często widzę, jaką ma radochę, gdy okazuje się, że to co wymyśliłam ma szereg dyskwalifikujących wad. On woli ułożony tryb życia, praca na ósemki i tak dalej. Ja znów uwielbiam pracę zmianową w dwunastkach - lubię czasem nie przespać nocy albo się zajechać, po czym mieć kilka dni wolnego. Ja słucham muzyki, on ją jedynie słyszy. On chodzi spać wcześnie, ja znów jestem nocnym markiem. Trudno nam się spotkać w natłoku codziennych obowiązków, ale gdyby ktoś zapytał, co właściwie nas łączy, powiedziałabym że złośliwość, bałagan, a na trzecim miejscu, że lubimy ze sobą być. I nie mówię o wspólnym przebywaniu w jednym pomieszczeniu. Wystarczy to samo mieszkanie. Może być i ściana, bo ona tak naprawdę nie istnieje.

Nasz związek ma to do siebie, że niby jest, ale na co dzień go nie odczuwamy. Za to gdy nie ma tej drugiej osoby, tęsknimy i cierpimy.
Ślemy esmesy, maile, zdjęcia i telefonujemy. Niespokojnie rozsuwamy rolety, przylepiając nosy do szyb. Wystawiamy głowy przez okna na dźwięk przejeżdżającego samochodu lub autobusu. Czuwamy i czekamy z pustym miejscem przy stole i z dziurą w sercu, parującą wodą na herbatę. Łyżeczka zawieszoną nad czeluścią filiżanki czeka na debiut, głośne dzyń dzyń zanim opadnie na dno zbiornika w zlewie. Kapcie rozrzucone byle gdzie i byle jak, o które się potykam zaznaczają, że nie lubią bezczynności. Duchy w kątach czają się na chwilę samotności, aby wyleźć na wierzch i straszyć.
Dźwięk klucza w zamku jest jak egzorcyzm. Jesteś. Jestem. Tak, to ty. Tak, to ja. I będziesz. I będę.

About

authorAnia Helenka. Nałogowa czytelniczka poradników. Mama, żona, pielęgniarka. Blog z podmiejskiej prowincji. Lifestyle z nutką macierzyństwa, z kubkiem kawy o północy. To moja opowieść o codzienności.
Czytaj dalej →



Newsletter

Łączna liczba wyświetleń