Nowa ja - nowy blog

pisanie bloga, założenie bloga


I jestem, aż trudno uwierzyć...
Poprzedni blog istniał prawie trzy lata. Lubiłam, skradzione codziennej dawce snu, późne wieczory, gdy mogłam wylać na e-papier wszystkie swoje myśli. Blog niesamowicie mnie motywował i budził do życia z rutyny. Tak, w macierzyństwie też może mieć miejsce to zjawisko. I nie chodzi tu o nudę, bo codziennie wydarza się milion rzeczy wartych zachwytu. Jednak, gdy ktoś jest takim zamkniętym w skorupce ślimaczkiem jak ja, może czuć się nieco samotnie, nawet w tym zachwycie.
Zaczęłam zauważać rzeczy, na które zwykle nie zwraca się uwagi. Stałam się kolekcjonerem chwilek, tych mniejszych i większych. Jako że przez dłuższą chwilę byłam oderwana od dawnej rzeczywistości, no wiecie, przestawienie trybu bezdzietnego na rodzicielski, wejście do społeczności blogowej dawało mi poczucie, że nie jestem stuprocentową towarzyską denatką.

Z czasem jednak na blog było coraz mniej czasu. Doszły też dodatkowe obowiązki, powrót do pracy, później zmiana pracy i jeszcze jedna zmiana pracy... bardzo stresujący okres życiowy. Częściej dzieliłam się smutkami niż radościami. Dopadło mnie wypalenie blogowe. Każde zdanie, które wypadło spod mojego pióra, miało masę tankowca. Uwielbiam pisać, ale wszystkie teksty, zamiast toczyć się własnym, literackim rytmem, były kanciaste. O dupę potłuc. W pewnym momencie miałam wrażenie, że napisałam już wszystko. Życiowy limit weny został wyczerpany. Pisanie mi spowszedniało. Nie lubię tworzyć na siłę. 

Założenie nowego bloga chodziło po mnie przez kilka miesięcy. Nie byłam pewna, jak ma on wyglądać i co dokładnie chcę na nim zamieszczać, a przede wszystkim, czy chcę być w dalszym ciągu anonimowa, a może skończyć już tę szopkę i powiedzieć - hallo, piszę bloga, kochani znajomi, jeśli macie ochotę, możecie wpaść poczytać albo lepiej nie... Ostatecznie wybrałam wersję po środku. Po prostu jestem i zbyt wiele nie będę nad tym myśleć. Niech wszystko potoczy się własnym torem, a ja nie będę temu ani przeszkadzać ani pomagać. Będę tylko pisać. I fajnie - doszłam do porozumienia. Czasem może pojawi się jakieś zdjęcie, żeby zaspokoić ciekawość paparazzich, a nie tylko te z publicdomain. Jednak ze zdjęciami to zawsze rozsądnie w moim przypadku... i z umiarem.

Nadszedł w końcu ten dzień. Taki zwyczajny. Piątek wieczór, gdy stał się cud i Królewna usnęła wcześniej niż zwykle, a mój mąż (A.) pedałował na rowerze z większym zapałem niż zwykle. Zostałam ja, szklanka kakao, laptop i mała iskra po stuknięciu dwóch tic-taków. Zapaliła się myśl, świdrująca na wskroś mój umysł - dziś zrobię coś twórczego. I tak powstała matka w pigułce. Moje nowe dziecko. Znikąd wlały się we mnie hektolitry weny. Czuję, że mam moc pisania. Pierwszy raz od dawna. Słowa same wysypują się na klawiaturę, a ja siedzę i pozwalam im na to, choć jutro czeka mnie ciężki dzień. Budzik, kawa, autobus do pracy, zielone ubranie. Na szczęście to wszystko rządzi się dziwacznymi prawami fizyki - im więcej robię rzeczy, tym więcej mam na nie czasu. Sama do końca tego nie rozumiem, ale logika nie była nigdy moją mocną stroną, więc po prostu się nie przejmuję. Żyję w nieświadomości i korzystam całymi garściami. Czy wszystko trzeba rozbierać na części i analizować? Po prostu tu jestem i cieszę się tym faktem. Jeszcze dobrze nie zaczęłam, a czuję się wchłonięta do reszty przez te białe karty i ciemne literki. Jestem, bądźcie, jakoś to będzie. Będzie!





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Polecany post

Jak chusteczki higieniczne

Pixabay Mówią o nas - nadwrażliwi emocjonalnie, nietykalscy, nieprzystosowani. Trzeba być twardym, a nie miękkim, a życie to nie baj...