1 lip 2016

Pani Karolina

trudna sytuacja pani karoliny, pomoc samotnym mamom

Imię zostało całkowicie zmienione.

W kadrze widzimy ciemnowłosą kobietę, która kołysze noworodka - najmłodszą córkę. To pani Karolina, która siedzi wciśnięta w fotel. Ramiona skulone, skulona cała w sobie. Gdyby mogła, pewnie skuliłaby się aż do całkowitego zniknięcia, ale po chwili odnajduje w sobie siłę i ze ściśniętym gardłem mówi o rodzinie - o mężu i pozostałych dwóch kilkuletnich córkach.


Drżącym głosem opowiada też o minionych wydarzeniach. 

O tym, że pracowała na umowie śmieciowej niemal do samego porodu, a potem wiadomo. Pracodawca powiedział do widzenia, bo bał się, że urodzi przy taśmie produkcyjnej. 
O tym, że jej mąż pracował na czarno i udokumentowane miał zaledwie cztery lata pracy. Rodzina nigdy nie korzystała z pomocy opieki społecznej. Jakoś sobie radzili, nigdy nie bali się pracy, nawet tej ciężkiej. 

Na koniec mówi o tym, że mąż wyszedł do pracy i nie wrócił, a starsza córka płakała za nim i prosiła, aby teraz wszystkie się zabiły, bo ona nie umie dalej żyć bez taty. 

Po pogrzebie okazało się, że dzieci nie dostaną renty rodzinnej, bo udokumentowane cztery lata pracy to za mało, aby mogły uzyskać takie świadczenie. Pani Karolina nie ma macierzyńskiego, bo na umowie zlecenie nie przysługuje. Ona i jej trzy córki utrzymują się z zasiłku, który wynosi 500 zł miesięcznie. Rodzina należy do Stowarzyszenia, które próbuje pomóc. 

Na koniec Pani Karolina załamuje ręce. Na razie pomagają sąsiedzi, którzy robią zakupy i opłacają rachunki, ale pomoc nie będzie trwać zawsze, a w domu jest noworodek. Pani Karolina w tym dniu była pierwszy raz od porodu w pracy (na czarno), aby zarobić kilka złotych na jedzenie dla dzieci, a zaledwie 3 tygodnie temu urodziła dziecko. 

Opowiada o tym, że nie chciałaby trafić z dziećmi do przytułku, bo sama wychowała się w domu dziecka, a rodzice męża od dawna nie żyją. Chciałaby też, aby jej dzieci miały jakiekolwiek Święta w tym roku, dla niej nigdy już nie będą normalne, po czym wszystko w niej pęka.

To reportaż z TV o mamie z mojego Podmiasta.

Jako że mamy z podmiejskiej grupy to osoby o bardzo dobrych serduszkach, jeszcze w dniu reportażu skrzyknęły się razem, aby podjąć działania w kierunku pomocy. Okazało się, że ktoś już przygotowuje paczkę i mogą dołączyć. Mama, która organizowała pomoc dla Pani Karoliny, zebrała niesamowitą ilość jedzenia, ubrań i chemii. Szacunek! Niestety nie dałam rady dołączyć do tej inicjatywy, bo wcześniej byłam zaangażowana w coś innego, ale serce rosło, gdy czytałam o tych wszystkich wspaniałych działaniach. W takich chwilach wraca wiara w ludzi, a szczególnie w to, że niektórzy potrafią tak po prostu bezinteresownie pomóc, zatrzymać się nad losem słabszego, pochylić i podać mu rękę, aby mógł wstać. Powstał plan drugiej akcji dla Pani Karoliny na styczeń. Jedna z mam, która jest właścicielką restauracji, sprzeda gościom w niedzielę ciasta, które upieką inne mamy, a zysk z ciast będzie dla Pani Karoliny! 

Jednakże na wszystko padł cień, a dokładnie rzuciły go komentarze w internecie, znalezione przypadkiem. 

Ktoś napisał, że Pani Karolina jest nieuczciwa, że nie wychowała się w domu dziecka, tylko w ośrodku wychowawczym, gdzie zabrano ją od babci, która się nią opiekowała, ze względu na częste ucieczki z domu i kradzieże. Z komentarza możemy dowiedzieć się też, że mąż wcale nie zginął w drodze do pracy, lecz się powiesił. Komentator napisał również, że pani Karolina ma rodzinę, być może po prostu nie utrzymuje z nią kontaktów, a także że swoje pierwsze, obecnie nastoletnie, dziecko porzuciła i nigdy płaciła na nie alimentów. Poza tym starsze córki miała jeszcze z kimś innym, a najmłodszą z obecnym, już nieobecnym partnerem, który wcale jej mężem nie był, tylko konkubentem. Ma też kuratora i w wywiadzie libacje oraz zaniedbywanie dzieci.

No i tutaj pada pytanie - pomagać czy nie? Spojrzeń może być wiele, a komentarz mógł być napisany przez kogoś, kto z jakiegoś względu nie lubił rodziny i chciał zaszkodzić. 

No i ja tak sobie myślę, że nawet  jeśli każda rzecz z tego jest prawdą, to czy faktycznie Pani Karolina nie zasługuje na pomoc? 

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, przez jaką traumę przechodzą dzieci wychowywane bez rodziców lub z rodzin dysfunkcyjnych. Podobne problemy wychowawcze mogą wystąpić zarówno u dzieci z domów dziecka, jak i ośrodków wychowawczych i nie dlatego, że są złe. Są po prostu zagubione i samotne. Jeśli Pani Karolina ma rodzinę, jak napisał anonimowy komentator, ale nie utrzymuje z nią kontaktów - to czy dziwi, że tak jest, skoro wychowywała ją babcia, a rodzina najwidoczniej miała ją w głębokim poważaniu? Częsta zmiana partnerów, każde dziecko z innym, porzucenie pierwszego dziecka (najstarszy syn został z tatą) - zwykle tak się dzieje nie dlatego, że ktoś jest zły do szpiku kości, tylko dlatego, że być może nie umie sobie poradzić ze sprawami, które nam wydają się oczywiste. Wyuczona niezaradność życiowa, a do tego potrzeba bycia kochanym, znalezienia bratniej duszy w całym tym burdelu prowadzą zwykle do jednego. Do ucieczki z jednego piekła w kolejne, a potem jeszcze w następne. Zwykle tak jest, że gdy człowiek usilnie potrzebuje tej drugiej osoby, trafia na nieodpowiednią z problemami...
Mamy, które znają Panią Karolinę z osiedla powiedziały, że jej dzieci nigdy nie były zaniedbane, a ona sama nigdy nie była widziana pijana, odkąd się wprowadziła, choć faktycznie mąż się powiesił.

Ktoś mógłby powiedzieć - ja tak miałem/am i jakoś mi się udało. Jestem, żyję i mam się dobrze. Jednak warto wziąć pod uwagę, że nie każdy ma tyle siły, aby sobie tak dobrze poradzić. Znam dużo osób z problemami. Można powiedzieć, że ja też jestem z tych, którzy dostali w pakiecie niezłą paczuszkę nadprogramowych. Nasuwa mi się jeden wniosek. Część z nich potrafi się usamodzielnić i rozpocząć całkiem inne życie, dalekie od tego, które zostało im zaserwowane do 18-tki lub dłużej. Druga część zmienia jedne piekła na następne. Niezależnie od tego, jak wygląda ich życie, blizny z dzieciństwa pozostają i mają wpływ na codzienne funkcjonowanie, a w tych najbardziej newralgicznych, życiowych momentach, potrafią na nowo się otworzyć i szczypać. 

Na koniec zostawiam kawałek Kasi Nosowskiej, który bardzo pasuje do tego tematu. Uwielbiam teksty Kasi Nosowskiej. Uważam ją za wielką poetkę współczesnych czasów. 

I chociaż mamy dwie nogi, ręce też, ludzie nie mówią nam dzień dobry - klik.






About

authorAnia Helenka. Nałogowa czytelniczka poradników. Mama, żona, pielęgniarka. Blog z podmiejskiej prowincji. Lifestyle z nutką macierzyństwa, z kubkiem kawy o północy. To moja opowieść o codzienności.
Czytaj dalej →



Newsletter

Łączna liczba wyświetleń