1 wrz 2016

A gdyby to było twoje dziecko?

oddanie organów, przeszczep serca, śmierć mózgu


Jedna prosta refleksja, a może diametralnie zmienić nasze nastawienie do różnych kwestii, nad którymi człowiek myśli zwykle zwięźle, bo w końcu pewnie nie będzie musiał, ewentualnie jest małe prawdopodobieństwo. Oby. 


Jakiś czas temu w towarzystwie, w którym byłam, pojawiła się dyskusja na temat oddawania narządów. Padło zdanie - ja sobie nie wyobrażam, żeby ktoś wziął moje narządy, jeśli nie będę już żywa. Nie chciałabym zostać pochowana bez nich. 

Cóż, mamy wolność.

I tak padło następne zdanie - a co, jeśli by to było twoje dziecko. Twoja siostra. Twój brat. Twój mąż? 

Ktoś bliski, kto umrze bez cudzej wątroby albo serca. A ty każdego dnia łamiesz sobie palce i czekasz na cud. Patrzysz na swoje dziecko w rurkach i kabelkach. Kiedyś zdarzało ci się nie przywiązywać większej uwagi do tego, jak pięknie się śmieje. Dziś cieszy cię pikanie monitora. Siedzisz przy siostrze, towarzyszce najlepszych zabaw z twojego dzieciństwa. Każdego dnia coraz więcej pomp infuzyjnych, kroplówek, cewników. Wyobraź sobie, że siedzisz przy swoim mężu, który kiedyś nosił cię na rękach, a dziś bez problemu jesteś w stanie przełożyć go z boku na bok czy podciągnąć do góry. Ręka, która trzymała kiedyś twoją, jest chłodna i nieruchoma. 

Każdego dnia czekasz na cud, rośnie w tobie bezsilność. Wiesz, że ostatnią deską ratunku jest przeszczep, ale nie ma dawcy. 

Lub jest. Na łóżku obok. Za parawanem. Czyjś ojciec. Matka. Córka. Żona. Ktoś, u kogo właśnie zgasło ostatnie światło. Stwierdzono śmierć mózgu. Bez wątpienia toczy się tam dramat nie mniejszy niż twój. Koniec walki, który może być początkiem twojej, ale czy tak będzie?

Nie jest tajemnicą, że potrzebujących jest więcej niż dawców, między innymi dlatego, że część osób zabiera swoje narządy do ziemi. Śmierć mózgu to po prostu śmierć i nic nie jest w stanie tego zmienić. Jest to stan nieodwracalny. Zabranie narządów wewnętrznych do piachu to ogromne marnotrawstwo, które odbiera szansę na życie co najmniej kilku osobom. 

Tak już wszyscy mamy, że to, co przeraża, chowamy pod dywan, a w szczególności rozmowa z najbliższymi osobami na temat oddania narządów, jakby miała ona sprowadzić na nas nieszczęście, bo w końcu jest to rozmowa o śmierci - często temat tabu w kontekście nieuniknionej przyszłości.
Niezależnie od decyzji, trzeba poinformować rodzinę o swoim wyborze. Jeśli zadeklarowałabym oddanie narządów i jednocześnie zataiła swoje przemyślenia, być może w obawie przed gniewem zza światów, zostałabym pogrzebana w jednym kawałku. Wszystko poszłoby na marne. Aby nie było takich niejasności, za radą fundacji dla transplantacji zakomunikowałam jasno i dobitnie, że jeśli kiedyś nastąpi taka sytuacja, to ja się zgadzam, aby brać ze mnie wszystko, co może się przydać. Co prawda płuca trochę przepalone, wątroba kawą przepita, ale serce jak dzwon. Będzie mi miło, jeśli na koniec zrobię coś dobrego. Nigdy do bohaterów nie należałam, boję się wielu rzeczy, ale na tę jedną, ostatnią mnie stać. A niech to, jeśli będę odchodzić, pamiętajcie, że

#ZostawiamSerceNaZiemi

I zachęcam wszystkich do przyłączenia się do tej akcji. W końcu to jest nasza wspólna sprawa. A Wy jak to widzicie? Jesteście na tak czy na nie? Znacie kogoś na Nie? Jeśli tak, czym argumentuje swoją decyzję?




About

authorAnia Helenka. Nałogowa czytelniczka poradników. Mama, żona, pielęgniarka. Blog z podmiejskiej prowincji. Lifestyle z nutką macierzyństwa, z kubkiem kawy o północy. To moja opowieść o codzienności.
Czytaj dalej →



Newsletter

Łączna liczba wyświetleń