6 wrz 2016

Samsung Irena Women’s Run 2016

bieg samsung, blog biegającej mamy, biegi w warszawie, odchudzanie a bieganie

W niedzielę miałam okazję wziąć udział w biegu kobiet Samsung Irena Women’s Run 2016. Idea bardzo słuszna, bo część kwoty z pakietów startowych zostanie przekazana Polskiemu Stowarzyszeniu Diabetyków. 

Gdy zobaczyłam swój numer startowy, poczułam się prześladowana, bo choć nie jestem szczególnie przesądna, numer 13 jakoś ciągle mnie dotyczy już od dziecka - ile lat można mieć w dzienniku nr 13? Wiele...

Po otwarciu pakietu okazało się, że moja koszulka jest dziwnie wielka. No dobra, w końcu zamawiałam L, to mam L. Na foliowym opakowaniu jak wół jest L. Rękawy sięgały mi do łokci. OK, myślę sobie, to jest w końcu L z prawdziwego zdarzenia, a nie te L wielkości S, które przymierzałam 30 kg temu z nadzieją, że uda mi się kupić jakikolwiek pasujący na mnie ciuch. W dniu biegu okazało się, że dostałam L, ale męskie L. Uśmiałam się strasznie, bo w końcu jest to bieg kobiet, tylko kobiet, a na ponad 1000 uczestniczek znalazł się jeden męski t-shirt, który przypadł właśnie mi. Na szczęście bez problemu wymienili mi koszulkę, dzięki czemu nie czułam się jak w koszuli nocnej. Numerek 13 zobowiązuje los posiadacza do stwarzania mu psikusów. 

Na miejscu trochę się kręciłam, bo nie bardzo miałam co ze sobą zrobić. Kaja usadowiła się na trawie i wypiła lemoniadę cytrusową. Dzieciom niewiele potrzeba do szczęścia. Później poskakała na małych trampolinach i wytarzała się w poduchach. Hitem okazał się gwizdek, który dostała.

Przed 11:00 udałam się na linię startu. W dodatku ustawiłam się bliżej przodu. Myślę sobie - chociaż chwilę pobiegnę pełną parą i tak też było. Po pierwszym kilometrze biegłam wolniej i wolniej, a wszyscy biegnący z początku za mną kolejno mnie wymijali i znikali za horyzontem. Było strasznie gorąco, a ja jestem przyzwyczajona do biegania wieczorem. To 5 km było dla mojego organizmu jak 10. Dobrnęłam do "górki", przed którą kilka osób mnie ostrzegało. Tam przez chwilkę szłam (ale tylko przez chwilkę!). Trochę mnie pokonała, bo nie jestem przyzwyczajona do takich ekstremalnych podbiegów.


W pewnym momencie z nerek i innych saszetek wokół zaczął mówić najpiękniejszy na świecie głosik czyli endomondo poinformowało o tym, że za nami już 3 km czyli większość trasy. Przy okazji zobaczyłam, jak A. i K. stoją i machają do mnie zza tasiemki. Trzeba przyznać, że na całej trasie biegu było mnóstwo kibiców, którzy trzymali kciuki za swoje matki, żony i kochanki.

Wydaje mi się, że przede mną biegła blogująca mama, bo miała białą koszulkę z malutkim napisem "mama bloguje" albo "mamy blogują" (jakby z jakiegoś spotkania blogerskiego?) i drugim większym - mama X i Y (w miejsce literek imiona dzieci - niestety z tego wysiłku już nie zarejestrowałam, zapamiętałam, że chcę zapamiętać, po czym zapomniałam...). W każdym razie ślę pozdrowienia. Miło wiedzieć, że w biegu brały udział inne blogujące mamy.

Jakimś cudem udało mi się dobiec do mety. Na koniec chciałam jeszcze pocisnąć, ale ostatecznie robiłam wszystko, żeby w ogóle dobiec. Tam była wielka radość, bo udało mi się wygrać z samą sobą. Po pierwsze dlatego, że warunki biegowe były dla mnie trudne (słońce, upał, "górka"), a po drugie pobiłam swój rekord życiowy w biegu na 5 km - udało się poniżej 30 minut. Hurra! Z wrażenia musiałam przysiąść na murku. Dopiero po chwili poszłam po medal i wodę.

Miałam wrzucić zdjęcie po biegu, ale się rozmyśliłam. Nie należę do szczęściarek, które na wszystkich zdjęciach przypominają wylaszczone gwiazdy filmowe, nawet jeśli są to zdjęcia w dziurawych dresach i z gniazdem na głowie. :-))))) Chwilę po biegu ruszyliśmy do domu, bo Kaja była już śpiąca i odmówiła dalszej współpracy. Mówiła - bolą mnie nóżki, po czym kładła się na każdym napotkanym trawniku. I nawet propozycja przekazania w jej ręce medalu nie pomogła.








About

authorAnia Helenka. Nałogowa czytelniczka poradników. Mama, żona, pielęgniarka. Blog z podmiejskiej prowincji. Lifestyle z nutką macierzyństwa, z kubkiem kawy o północy. To moja opowieść o codzienności.
Czytaj dalej →



Newsletter

Łączna liczba wyświetleń