Zwyczajne sobotnie południe, kiedy w końcu przestajesz się spieszyć

bawienie się z dzieckiem, gry planszowe dla przedszkolaka, pomysł na sobotę, dziecko się nudzi



Mamo, mogę bajkę? - pyta K.
Sięgam po pilota, mając nadzieję, że wydrę dla siebie dodatkowe pół godziny, ale po krótkim wahaniu odkładam go z powrotem. 
Wiesz - mówię - gdy ja byłam mała, w telewizji nie było tylu bajek.
A po ziemi chodziły wtedy dinozaury. -  Dokończył Pan Mąż.

Udaje się wyprzedzić bajkową histerię o jeden krok.

Pan Mąż siedzi jakiś taki zasmucony. Zastanawiam się, czy za rok będzie już ten czas, gdy człowiek przestaje cieszyć się z każdych kolejnych urodzin. W jego przypadku to już drugie w nowym kodzie. Trzymał się całkiem nieźle do momentu, w którym otworzył opakowanie świeczek tortowych, a tam były tylko 24 świeczki.
- No tak, w moim wieku zapala się już tylko jedną. - Stwierdził pesymistycznie. - Już jedno opakowanie w moim wieku nie starcza.
A mi przypomina się moja babcia Nina, która zapalała tylko jedną w swoje urodziny, argumentując to tym, że starym ludziom wystarczy ta jedna i nie ma sensu trwonić świeczek tortowych.

Wyjęłam gry planszowe.
Uczę K. zasad. Nawet daje radę, tylko cierpliwości jej brakuje. Zaczynamy od Nos w nos od Trefla. W sumie fajne, ale po pewnym czasie muszę podglądać po cyfrach, który słoiczek czym pachnie, bo jabłko zalatuje mydłem, a trawa miętą. Za dużo bodźców dla nosa naraz. Młodej się podoba. Kolejną grę proponuje sama. Skaczące czapeczki. Kiedyś kupiłam je u nas w Podmieście w sklepie papierniczym. Jako dziecko ją uwielbiałam, ale ta jest średnio udana, bo wciśnięcie trampolinki i trafienie czapeczką w otworek przychodzi z trudnością nawet mi. K. się poddaje. No dobrze, chowam ją na kolejny rok. Może kiedyś.

Proponuję w końcu bajkę w TV, za którą godzinę wcześniej dałaby się pokroić. 
Nie mamo, pograjmy jeszcze w to. - Mówi K. i wyjmuje Mój pierwszy Quiz.
Gra w to pierwszy raz, ale wszystko bezbłędnie odgaduje. Wygrywa.

Ja poległam na pytaniu o kolor znaku drogowego z rowerem. Byłam przekonana, że ma być żółty, a miał być niebieski. Przegrałam jedną kartę. I tak się zastanawiam, co mnie z tym żółtym napadło - stawianie znaku "uwaga rower" jest kompletnie bez sensu, no chyba że to ja bym na nim jechała (na rowerze, a nie na znaku), ale kto stawiałby znak z powodu jednego, skromnego wariata rowerowego.

Mamo, a opowiesz mi bajkę, jak to kot palił fajkę?- Pyta K.

Mówię. Potem mówię o dziku i jeszcze kilka. W międzyczasie wyglądam przez okno. Robi się buro. Zimą dni kurczą się za szybko. Herbata z cytryną zdążyła ostygnąć. Ta to zawsze kapryśna. Najpierw długo gorąca, a potem ciepło ucieka na łeb na szyję i staje się tylko wspomnieniem, gdy dłonie w końcu oplatają szklankę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Polecany post

Jak chusteczki higieniczne

Pixabay Mówią o nas - nadwrażliwi emocjonalnie, nietykalscy, nieprzystosowani. Trzeba być twardym, a nie miękkim, a życie to nie baj...