Dziewczyna, która robi lalki

Lalki szydełko, lalki handmade, lalki ręcznie robione

Pierwsza miała na imię Helenka. Nieokrzesana czupryna i niezbyt udane oczy, ale i tak się spodobała. Helenka to najzłośliwsza lalka, która została stworzona, a to wszystko przez jej wielką, niespełnioną miłość. 
Jako że była sama jedna, czuła się samotnie wśród włóczek, z których żadna nie była dobrym materiałem na męża. Napisała więc list do Mikołaja z prośbą o przystojnego pana lalkę, bo ile razy można zakochiwać się w przypadkowo zrobionych facetach? 

Niczym po nitce do kłębka zjawił się On – Edward, szarmancki blond pilot w seksownych butach. Tej okazji Helenka nie mogła przepuścić i po wielu godzinach rozmów okazało się, że nić porozumienia między nimi została zawiązana. Edward mógł rozprawiać godzinami o swoich pasjach samolotowych, a Helenka mogła tak siedzieć i słuchać go jak wyszydełkowana. Dni mijały jak szalone, aż w końcu nadszedł ten wieczór, gdy siedzieli wspólnie na szczycie kanapy, a on wyznał, że ma misję i musi odejść. Serce Helenki ścisnęło się w każdym oczku, a nogi zrobiły się jak z waty. I… i… i już więcej nie wrócisz? – zapytała, skubiąc nerwowo swoją włóczkową kokardę. Edward posmutniał i zgubił but. – Widzisz, to nie tak jak myślisz. Ty i ja jesteśmy jak dwie pętelki na jednym szydełku. Gdy jedna się zgubi, w rękach pozostaje tylko półsłupek... - powiedział. Następnie spakował się w karton i odjechał w siną dal, latać w przestworzach. 

I znów Helenka spędzała wieczory w samotności, obserwując pokój ze szczytu kanapy. Swoje przemyślenia pozostawiała dla siebie, a gdy nikt nie patrzył, ukradkiem sprawdzała skrzynkę na listy.
Była tak smutna, że prawie nie zauważyła nowej przyjaciółki, która znienacka pojawiła się w jej lalkożyciu. Lala Maleństwo z bogatym wnętrzem z wkładu do poduszek. Maleństwo jak to maleństwo - szybko znalazło nowy dom. 

Tym sposobem musiała powstać Jagódka, bardzo pracowita lala. Co robi, opisywać nie będę. Zobaczycie na zdjęciach! Jagódka siedzi całe dnie w pracy. 

W Helenkowie zapanowała cisza, przerywana chrapaniem Heleny, ale nie na długo, bo... w Krainie Lalek rozpoczęło się kolejne, piękne życie Laleczki w Błękicie, zwanej też Rzęsodługą, która po krótkim rozeznaniu zakasała rękawy, spięła swoje wełniane włosy i zabrała się za porządki w regale z książkami. Och! Taki tu bałagan! - odparłam zawstydzona. To nic, - powiedziała Rzęsodługa. - Dom bez książek jest jak kawa bez mleka - niby można, ale brakuje tego czegoś. Helenka obserwowała wielkie porządki i uśmiechała się pod nosem - uważaj Błękitna bo jeszcze rzęsy Ci odpadną! Nadszedł jednak czas podróży Rzęsodługiej i w Helenkowie zapanował pozorny spokój, bo...

No właśnie. Na to Helenka przygotować się nie mogła...
- Jezu, Helena, co to za dziwna lalka? - zapytała Jagódka - Takie wielkie uszy widzę pierwszy raz. Myślisz, że jest zmutowana genetycznie?
Może to jakiś specjalny kapelusz? - Helena omal nie pękła ze śmiechu. Na szczęście szwów nie posiada, więc może śmiać się do rozpuku bez żadnych konsekwencji.
Hmmm, hmmm... - Dziwny, 32-centymetrowy jegomość w żółtych portkach niecierpliwie tupnął nóżką. Jestem królik, nie lalka! - Wykrzyknął. W dodatku jestem królik do zadań specjalnych. Jutro wyruszam w drogę aż do Murowanej Gośliny, gdzie bendem modelę! Modelę! Pojawię się na setkach zdjęć i ludzie będą je mieć na pamiątkę. Będą podziwiać mnie przez wiele pokoleń. Będę sławny, o tak! Napiję się tylko kawy marchewkowej. Słyszałem, że tu w Ząbkach jest wyborna marchewkokawa z mlekiem sałatowym. To co, kicamy? Jutro czeka mnie ciężki dzień i muszę nabrać sił, bo najbliższe godziny spędzę w ciemnej torbie listonosza. Mam nadzieję, że listonosz trzyma w niej marchewkę na drugie śniadanie. 

Czytajcie dalej, bo to nie koniec przygód w Helenkowie.  W pewne Święta Bożego Narodzenia w krainie Helenkowo urodziły się trzy lale: Mila, Violetka i Janek Minionek - jako rodzeństwo spod jednego szydełka. Rosły sobie i rosły, w międzyczasie strasznie się polubiły. Nadszedł jednak dzień ich wylotu do nowych domów, co przyprawiło mnie o lalkowy syndrom pustego gniazda, ale w końcu są to lalki z misją wywoływania uśmiechów na dziecięcych buziach i ta myśl trzymała mnie w jednym kawałku. 

Na Wielkanoc miały miejsce kolejne szczęśliwe narodziny w Lalkarni Miśkotek. Powstała lala Słoneczko, która w moim domostwie zajęła się hodowlą małych kurczaczków. Włosogęstna lala została gościnnie przyjęta przez Helenkę, a potem to wiadomo... po jej odjeździe w domu zapanował smutek. Na długo. Na wiele miesięcy. 

Minęła wiosna, minęło lato, a potem jeszcze jesień i zaczęła się zima. Naturalna kolej rzeczy, gdyby nie jeden mały szczegół. W Lalkarni Miśkotek od dawna nie było słychać śmiechu nowo narodzonej lalki. Helenka zatopiła resztki nadziei w pudle z włóczkami. Każda kolejna lala kończyła się fiaskiem i pomyślałam, że najwidoczniej wyczerpała mi się ta część w głowie, która jest odpowiedzialna za lalkotwórstwo, i że nie mam już serca do lalek. Nie zliczę, ile powstało łysych głów i samotnych kończyn. Wszystkie spotykał ten sam los. Najpierw unicestwienie poprzez prucie, a potem już i tego nie robiłam. W tym czasie próbowałam zająć się poważnymi rzeczami, znaleźć inne pasje, które zamiast w lalkowej dziurze, mościły się w innym miejscu. W końcu się udało. Do naszego domu zawitała lala Zima Mróz.
- Co???? Cóż to za osobliwe imię i nazwisko! - Zaśmiewała się Helenka, a musicie uwierzyć, że jest to złośliwość w najczystszej postaci.
Zima Mróz jest bardzo nieśmiała, dlatego z początku nastąpiły małe problemy z aklimatyzacją w Helenkowie. Na szczęście z czasem zyskała więcej pewności siebie i rozgościła się w domku barbie, przyprawiając Cindy Jeden, Cindy Dwa i Cindy Trzy o palpitacje serca, bo to bardzo drobne barbie, w dodatku mieszkające u nas od niedawna, więc nie miały zbyt wielu okazji do integracji z lalkoolbrzymami. Zima Mróz podziwiała przez okno śnieżynkowy nalot. Puch, puch, puch... płatki śniegu układały się jeden na drugim, w mgnieniu oka rozrastając w puchowe góry.
- To fascynujące! - Zima Mróz nie mogła się nadziwić swoim pierwszym odkryciem.
- Jestem Zima jak zima. Ta zima. Jestem od tych wirujących płatków, od rąk szczypiących od mrozu, od białych gałązek za oknem, od ciepłego kominka. Stąd się wzięłam. Z zimowej radości w czyimś sercu. - Na sekundę przed zaśnięciem Zima Mróz uśmiechnęła się do swoich lalkomyśli. - A może jednak tam w środku też mam serce? Nie mogę mieć samej watoliny, jak twierdzą Cindy 1-3. Ale nawet jeśli serca nie mam, to lepiej mieć w środku watolinę niż ciszę obijającą się od plastiku do plastiku jak u tych trzech czarownic. O!

Po Zimie Mróz postanowiłam zrobić jeszcze jedną. Jednym tchnieniem wydałam na świat lalę Maluszek. Najmniejszą, najdelikatniejszą. I spełniłam tym samym marzenie mojej córki o mamusiowej lali...

I poznajcie mnie - dziewczynę, która robi lalki, bo to jedyna rzecz, o której mogę powiedzieć, że wychodzi mi całkiem nie najgorzej. W odróżnieniu od całej reszty tych wszystkich życiowych i praktycznych rzeczy. Te są moim utrapieniem. Nie umiem dobrze gotować, robić słoików i innych konserw. Nie znam się na ogródku, a nawet w sprzątaniu idę na łatwiznę dzięki najwspanialszemu wynalazkowi, jakim są chusteczki nawilżające do tyłka, nadające się do czyszczenia wszystkiego. Nawet prasowanie męskiej koszuli to dla mnie prawdziwe wyzwanie i podchodzę do nich jak do jeża. Jestem najchujowszą w całym Wszechświecie panią domu, ale za to umiem robić lalki, tylko nie wiem już czasem, czy powinnam śmiać się z tego powodu czy płakać. Choć z moim lalkarstwem specjalnie się nie ukrywam, to jakoś dziwnie mi o tym mówić, bo najczęściej ludzie patrzą na mnie jak na oszołoma. To prawda, że czasu nie mam zbyt wiele, co widać nawet po blogu, choć ciągle sobie obiecuję, że będę pisać częściej, bo taką też mam potrzebę, ale zaczynam, a potem zapisuję w roboczych, bo dochodzi 1. albo 2. godzina. Czas na sen. Nie mam zbyt czasu jak każdy, ale ten, który mam, poświęcam na swoją małą pasję. Nie oglądam tańców na lodzie/śniegu, śpiewających gwiazd, nie cierpię polskich tasiemców, ani tych brazylijskich nie oglądam. Nie czytam plotkarskich gazet, bo mnie to kompletnie nie interesuje. Wystarczą wiadomości czytane w telefonie, gdy jadę pociągiem, bo w końcu trzeba wiedzieć, co się dzieje na świecie. Wybieram raczej krótki prysznic niż godzinne moczenie się w wannie. Wszystko to, całe to okrajanie mojej codzienności jest właśnie w tym dziwacznym celu.

amigurumi, lalki robione na szydełku, lalka DIY




















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Polecany post

Jak chusteczki higieniczne

Pixabay Mówią o nas - nadwrażliwi emocjonalnie, nietykalscy, nieprzystosowani. Trzeba być twardym, a nie miękkim, a życie to nie baj...