Sorry, to tylko bal story :-)


bal, czerwona szminka, sukienka

Założę Ci te buty i zamienisz się od nich w królewnę, mamo - powiedziała. 
Moje nowe buty na bezpiecznym obcasie. Pierwsze, w których wytrzymuję godzinę, a potem to wiadomo. Krew, pot i łzy. Przypomina mi się Kopciuszek, czytany niegdyś z wypiekami na twarzy, a później jeszcze to, że w prawdziwej bajce przyrodnie siostry Kopciuszka odrąbały sobie pięty, aby pantofelek pasował. Wszystko okazało się daremne, bo but nie był z tych elastycznych, a ich pozbawione pięt stopy nie były wcale z nim kompatybilne. 

Postanowiłam, że na bal kupię sobie czerwoną szminkę i pierwszy raz wymaluję usta. Wcześniej w domu to przetrenuję i przetestuję, jak długo szminka trzyma się na ustach i czy przypadkiem w starciu ze szkłem nie zamieni ich w bezkształtną plamę. Bankomat nie chciał wypłacić pieniędzy, więc siedziałam i dumałam, że obejdzie się bez szminki. W sumie to po co mi szminka na jeden bal, nie jest to przedmiot godzien zaufania. Nie to, że się nie maluję, ale szminki bywają podłe. Farbują zęby, wychodzą poza linię ust, nierównomiernie się ścierają, a na forum wizaż kiedyś napisali, że zęby robią się żółte, gdy odcień temu sprzyja. Nawet w torebce potrafią wprowadzić zamęt, gdy taka czerwień się otworzy i wybuchnie czy rozciapcia.

Czekam na autobus i dumam, że może i lepiej, bo w drogerii jest milion odcieni czerwieni, ale żadna z nich nie była prawdziwie romantycznie i nietuzinkowo czerwona.

Na drogeryjnych ołtarzykach wznosiły czerwone szminki różowe i czerwone szminki pomarańczowe. Czerwone bordowe i fuksjowe czerwienie. Można modlić się nad nimi godzinę i nie kupić szminki, gdy człowiekowi zależy na czerwonej czerwieni, a nie żadnej innej.

Wtem patrzę, a z jezdni podrywa się papierek i frunie w moją stronę. Przy krawężniku  dostrzegam znajomą twarz Władysława II Jagiełły. Nie wierzę. I znów mnie spotyka dziwny przypadek losu.

Bóg zesłał mi na szminkę? Czuję podniosły nastrój tego cudu nad jezdnią. Uśmiecham się do swoich myśli, choć trochę mi smutno - w końcu znalazłam to, bo ktoś inny zgubił, ale nikt się nie przyznaje. Kiedyś to jakoś oddam w naturze, bo zawsze tak robię, gdy spotykają mnie dobre rzeczy. Czerpię z nich, a potem staram się wygenerować własną dobrą energię i puścić ją dalej w obieg. 

Na bal sprawiłam sobie również sukienkę, pobijając własny rekord życiowy w kupowaniu sukienek, bowiem zajęło mi to pięć minut łącznie z przymiarką na Marywilskiej - namiastce dawnego stadionu dziesięciolecia, który stracił swoją świetność na rzecz sportu narodowego.
Czarno - złota, rozkloszowana i krótka sukienka. Może za krótka.

Na szczęście statystyczny użytkownik sukienki martwi się tym mniej więcej do dziesiątego toastu. Podobnie jak tym, że kompletnie nie umie tańczyć, a po dziesiątym toaście jedynym aniołem stróżem w tej kwestii staje się butelka w dębowym kolorze, która szepcze do ucha - zaufaj mi, umiesz tańczyć. I ta sukienka przestaje mieć aż takie znaczenie. Parkiet woła daj mi tę noc, a głowa jedzie windą do nieba.

Gdybym codziennie musiała nosić sukienki, skończyłabym w wariatkowie z nerwicą natręctw ich obciągania i przygładzania, nieustannego sprawdzania, czy przypadkiem nie widać mi majtek. A jeśli doszłoby do tego noszenie cienkich rajstop, popadłabym w głęboką depresję, że jedyne co w życiu mi wychodzi, to rzędy oczek od stanu po sam czubek buta, a na balu to można zamordować nawet trzy pary rajstop.
W żadnej książce życiowej nikt jeszcze nie napisał, że kobieta powinna nosić w torebce zapasowe, żeby potem nie odzierać koleżanek, które życzliwe pożyczały swoje na czarną godzinę, a potem nie miały już dla siebie, gdy ich umówiły się z moimi na zbiorowe puszczanie oczek. 
A babcia zawsze mówiła, weź mydełkiem oczko posmaruj i dalej nie pójdzie. Tylko kto przewidział bestialskie dla rajstop czasy, w których mydło w kostce zostanie zastąpione tym w płynie? 

I ja,  która całe życie w wycieruchach i traperach stąpałam, bez żadnego kursu wychowania do życia kobiety, przystroiłam się w pantofle, sukienkę i szminkę w bliżej nieokreślonym odcieniu czerwieni.  
I czułam się pięknie, zgrabnie i wyjątkowo. Jak nigdy dotąd w swoim życiu.

A potem zobaczyłam balowe zdjęcie.
Po toastach, po rajstopach i po szmince.
:-)






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Polecany post

Klocki inaczej niż zwykle - 4 pomysły na zabawę

Mamy w domu pewien cenny karton po butach, odkopany kiedyś na strychu. Nie jest to taki zwykły karton, bo w środku znajduje się... uwag...