Kobiety, w dniu naszego święta życzę nam, abyśmy w końcu miały jaja

Strajk kobiet, Dzień kobiet, Ogólnopolski Strajk Kobiet, czarny poniedziałek
Fot. Archiwum prywatne. Czarny protest 3 października 2016, Plac Zamkowy w Warszawie
Dziś nie będę pisać o tym, że pójdę na Plac Konstytucji w Warszawie o godzinie 17.00, bo nie pójdę. Nie będę maszerować wśród tłumu machającego transparentami, jak to zrobiłam 3 października 2016 roku. Nie zrobię tego, bo jestem przeziębiona i czuję się bardzo źle. Ale jak tu leżę, to przyrzekam, że leżę w czarnym dresie i łączę się myślami ze wszystkimi kobietami, moknącymi i walczącymi tam, nie tylko o nas, ale też o nasze córki, którym odbiera się małymi kroczkami coraz więcej praw. I z matkami synów się łączę, które będą tam stać w interesie swoich synowych. Ze wszystkimi kobietami, którym nie jest obojętny fakt, iż cofamy się sto lat wstecz. Z kobietami, które mogłyby być moimi matkami czy babciami. Tymi, które pamiętają czasy wieszaków, szydełek i PRLowskiej opieki nad rodzącymi. Łączę się ze wszystkimi kobietami, które w dniu naszego święta pokażą (w wielkim skrócie) FUCK YOU na pomysły ograniczenia naszych praw, mnożące się niczym winniczki po ulewnym deszczu. Mam nadzieję, że je rozdepczecie. Te pomysły, a nie ślimaki. 

Przypominając, w październiku 2016 czarny protest dotyczył nie tylko wygaszenia pomysłu zaostrzenia prawa antyaborcyjnego, które u nas i tak jest ograniczone. Jak wiadomo, miałoby to wpływ także na badania prenatalne i ratujące życie operacje wewnątrzmaciczne. Nikt przy zdrowych zmysłach nie podjąłby się takich działań, jeśli miałby iść do więzienia za spowodowanie śmierci dziecka podczas takiego zabiegu, a nie oszukujmy się, tragizm polega na tym, że niektóre dzieci bez takich operacji wewnątrzmacicznych umarłyby zaraz po urodzeniu, choć operacja dawałaby jednak większą szansę na życie. My, kobiety, byłyśmy tam, aby pokazać, że nie można decydować o nas bez nas. Dodatkowo byłam bardziej niż pewna, że jeśli proceder ograniczania praw kobiet nie zostanie zatrzymany, rządzący pójdą dalej. Jak widać, nie myliłam się, bo cały czas próbują to zrobić. 

Polskie postulaty Międzynarodowego Strajku Kobiet można zawrzeć w 4 punktach. Zanim pomyślisz, że na ulicę znów wyszły jakieś wariatki, walczące o mordowanie dzieci, przeczytaj proszę:
  • Odzyskanie i zachowanie pełni praw reprodukcyjnych - chodzi o dostęp do nowoczesnych badań prenatalnych, dofinansowanie do INV, zachowanie standardów opieki okołoporodowej, których za chwilę już nie będzie. Oprócz tego punkt zawiera dostęp do pełnej antykoncepcji, a jak wiadomo, niestety będzie on ograniczony, jeśli nie zatrzymamy tej karuzeli ciemnogrodu. Zawarty jest tu postulat z czarnego poniedziałku 10.2016 czyli prawo do zabiegu przerywania ciąży. 
  • Polska wolna od zabobonów - rzetelna edukacja seksualna bez elementów religijnych i zgodna z aktualną wiedzą naukową, likwidacja klauzuli sumienia (a ja przypominam, że był pomysł, aby kobiety miały ginekologa na NFZ z przydziału czyli rosyjska ruletka, czy trafi się z klauzulą czy bez), lekcje religii w parafiach i na koszt kościoła, powstanie niezależnej komisji ds. pedofilii w kościele i odpowiednie kary dla osób, które się jej dopuściły lub ukrywały działania sprawcy. 
  • Wdrożenie i stosowanie Konwencji Antyprzemocowej - zaprzestanie finansowania kościoła na rzecz przekazania tych pieniędzy organizacjom pomagającym kobietom, które doświadczyły przemocy. Surowe kary dla gwałcicieli i sprawców przemocy domowej, ochrona ofiar przemocy domowej i odizolowanie ich od sprawców. 
  • Poprawienie sytuacji ekonomicznej kobiet - zabezpieczenie emerytalne nieodpłatnej pracy, realna pomoc ludziom z niepełnosprawnością w rodzinie, skuteczne ściąganie alimentów, równość płac bez względu na płeć.

Dziś jest 8 marca czyli dzień kobiet, a w dodatku 8 marca 2017 - dzień  Międzynarodowego Strajku Kobiet. Dzień, w którym pisze się dalsza część historii walki o nasze prawa. Ta historia pisze się od stuleci. Nie jestem szaloną feministką, choć może powinnam, bo to dzięki nim siedzę i piszę tego bloga. Gdyby nie one, pewnie nie umiałabym pisać. Nie wiem nawet, czy liczyć.  Nie miałabym prawa głosować, studiować, pracować. 

Wszystko sobie wypośrodkowałam i utwierdziłam w zdaniu, że postulaty Międzynarodowego Strajku Kobiet (tzw. Czarna Środa) to podstawowe minimum moim praw, a i tak z większości z nich nigdy nie skorzystam, bo jeśli coś jest moim prawem, nie znaczy wcale, że będę ciągle to robić. Życie to sztuka wyboru. Jeśli prawo antyaborcyjne byłoby całkowicie zliberalizowane, kobiety nie usuwałby ciąży na prawo i lewo, bo im koliduje z delegacją albo z wakacjami. Jeśli "pigułka po" będzie dostępna w każdej aptece bez recepty, nie będziemy jej łykać niczym kury ziarno. Kobiety mają, kurdę, mózg. I go używają! Surprise! Nie są bezwolnymi marionetkami. Podobnie jak z pigułkami antykoncepcyjnymi. Jeśli niczego nie zrobimy, wkrótce okaże się, że będą niby dostępne, a jednak nie, bo 70% lekarzy nie wypisze ich z powodu klauzuli sumienia, a jeśli ktoś trafi do takiego, który wypisze, to nie kupi ich w aptece, bo 40% aptekarzy też będzie przestrzegać swojej klauzuli sumienia. Już teraz jest problem, a co będzie? Mieszkając w mieście mamy ogromny wybór, jeśli chodzi o przychodnie i lekarzy, ale osoby z mniejszych miejscowości już nie. Nie każdy może sobie pozwolić na wizyty prywatne. Chciałabym, aby moja córka miała prawo wyboru, który podejmie według własnego uznania, a nie według narzuconego z góry przykazania. Chcę, aby czuła się bezpiecznie w swoim kraju. Będę ją chronić tak długo jak się da, ale wiem, że nie wszystko da się przewidzieć. Jeśli bliska mi przyjaciółka zostałaby zgwałcona, wolałabym wspierać ją w drodze do pobliskiej przychodni, a nie w podróży na Słowację czy ratować od przedawkowania leku na stawy (a może i on będzie wkrótce na receptę?).

Najgorsze jest to, że największy wpływ na nasze prawa mają mężczyźni, którzy w ogóle nie powinni w to ingerować. Mówię o tych panach na górze, panach w rządowych autach i panach w czarnych sukienkach, którzy tyle wiedzą o kobietach, co świnia o balecie. Mówię też o tych chłopinach, które stanowczo wypowiadają się wśród znajomych na temat ograniczania praw kobiet, doskonale znają meandry damskich emocji, a w domu nigdy nie potrafią znaleźć masła i notorycznie wsypują proszek do prania tam, gdzie wlewa się płyn do płukania. Już nie wspomnę o pamięci o urodzinach żony. To irytujące niczym stado ujadających ratlerków. Tak jest od zarania dziejów, dlatego kochane kobiety, dziś jest ten dzień, kiedy trzeba pokazać, że mamy jaja. I oczywiście nie poprzestać na tym. Dobrze wiemy, że bez nas ci wszyscy panowie zginęliby, jak nie śmiercią głodową, to od rozbicia głowy o własną, sztywną skarpetę (muszę przyznać, że mi się trafił porządny wyjątek, choć wyjątek czasem przyznaje, że beze mnie umarłby choćby ze smutku). 

Z racji natury zawsze stałyśmy na przegranej pozycji. To kobiety stają się ofiarami przemocy domowej. To one muszą uciekać z dziećmi, zostawiając u swojego kata dorobek życia i mieszkanie socjalne czy inne. To kobiety umierały przy porodach. Były palone na stosach za czary, innymi słowy za skomplikowane rzeczy, których nie potrafili zrozumieć mężczyźni. To głównie kobiety zostają samotnymi matkami bez środków do życia. To kobiety mają problem ze znalezieniem pracy. Gdy jej szukałam, to widziałam, jak każdy spogląda na mój palec w poszukiwaniu obrączki (obrączka=żona=szybko ciąża=odpada). Nie uszło to mojej uwadze. To kobiety zostają w domu z dziećmi, które nie dostały się do przedszkola i nie liczy się im to do lat emerytalnych. To kobiety są obarczane winami tego świata, począwszy od Ewy pałaszującej jabłko i Pandory z puszką, kończąc na zwyczajnej matce, którą czasem przerośnie codzienność. To ona zawsze jest tą złą, za wygodną, zbyt leniwą, a czasem i zbyt zapracowaną. Jak chłop chodzi zaniedbany w pogniecionej koszuli, to wszyscy za tą koszulą widzą żonę, której się nie chciało, a nie tę chłopinę, której ręce do tyłka przyrosły na amen. Jakie ja mam szczęście, że jak uprasuję to wiem chociaż, że nie muszę łazienki odgruzowywać, bo podział obowiązków jakiś jest. A gdy dziecku coś się wydarzy, to też winna zawsze mama, a tata w tej odpowiedzialności jest pomijany, a w każdym razie w oczach społeczeństwa to kobieta nie dopilnuje albo nie nauczy. Zawsze pod ostrzałem.

Moja córka jakiś czas temu powiedziała, że nie zostanie pilotem, bo tylko chłopcy są pilotami. Mój mąż powiedział jej, że to nie prawda. Ona też może być pilotem, jeśli chce. Dziewczynki mogą być pilotami. Mogą być tym, kim chcą! 

Kobiety też. I dobrze, aby dziś były wkurzonymi kobietami. Mega wkurzonymi. Dziś niech strzelają, ile chcą, a my i tak będziemy robić swoje. Niech świat zobaczy, że to nie przelewki.





#MiędzynarodowyStrajkKobiet #OgólnopolskiStrajkKobiet #DzieńKobiet #StrajkKobiet #8M #SolidarnośćNasząBronią #ByćKobietą #WomensStrike #CzarnaŚroda #StrajkKobiet #RatujmyKobiety #StrajkWszystkich #JesteśmyStrajkiemKobiet
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Polecany post

Średnio 10 na 100 świeżo upieczonych matek ma z tym problem - więcej niż tylko baby blues. Dziecko, matka i depresja.

Depresja poporodowa to najgorsza rzecz, jaka kiedykolwiek mnie spotkała. - Napisała Agnieszka. Przez pierwsze dni w szpitalu odczuwała pr...