Żałowanie jest bez sensu - masz jeszcze czas, aby było inaczej

Przed nami długa droga do domu, jeszcze dwie godziny jazdy samochodem. Pierwszy taki weekend, kiedy w końcu zawitała wiosna. Wiosna żartownisia w sukience Lata. Za sobą mamy pobyt w uroczym miejscu z weselną zabawą w roli głównej. Radio przerywa, a ja czuję, że zaraz odpłynę, więc na stacji bierzemy kawę. Już dawno nigdzie nie byliśmy sami. W ogóle ostatnio rzadko spędzamy razem czas w ten sposób. Wiesz, żałuję. - mówię. A po chwili zaczynam wymieniać. Ze spontanicznego połączenia niewyspania, słońca i kawy takie wyszły kwiatki.


Żałuję, że tak rzadko wyjeżdżamy. Żałuję, że nasze życie nie jest spontaniczne tak, jak bym tego chciała. Żałuję, że wcześniej wyjeżdżaliśmy najwyżej raz do roku, a mogliśmy choćby co tydzień w piątkowy wieczór spakować bambetle i wyruszyć w siną dal. Byliśmy jak te dwa stare pierdziele. Przesiadywaliśmy na kanapie i nawet nie przyszło nam do głowy, aby podnieść szanowne cztery litery, po prostu ruszyć gdzieś, coś ze sobą zrobić. Wsiąść w pociąg, samochód, autobus. Wrócić za dzień lub trzy. Bez planowania pół roku przed. Tak późno zaczęliśmy żyć pełniej.
Żałuję, że wcześniej nie biegałam, nie chodziłam na siłownię, nie ćwiczyłam. Wolałam nie robić nic i czekać, aż tyłek urośnie mi do rozmiaru 100 XL. Tak późno odkryłam, że lubię sport, a najbardziej tę wolność, którą daje. Im trudniej złapać oddech, tym mocniej go potrzebuję. To ma sens!
Żałuję, że tak późno zaczęłam szydełkować. Mogłam to robić już dawno. Pamiętam, jak kiedyś nauczycielka od techniki opowiadała, jak bardzo jest wdzięczna swojej matce za te wszystkie umiejętności, które jej przekazała. Nauczyła się szyć, haftować, szydełkować, robić na drutach, a później tę wiedzę wpompowała w uczniów. Mówiła, że nigdy nie wiadomo, kiedy pomoże to coś zmienić w naszym życiu. Jej życie ocalało w jednym kawałku dzięki tym wszystkim rzeczom, które potrafiła. Kiedy zaczęłam trzy lata temu robić pierwsze lalki, dowiedziałam się czegoś nowego o sobie. Tego, że jednak jest rzecz, którą jestem w stanie naprawdę dobrze zrobić. Na tyle, aby odczuwać z tego tytułu satysfakcję. Poklepać się po plecach i powiedzieć - Anno, cholera, to jest naprawdę dobre.

Ja też żałuję - powiedział. Żałuję, że nie kupiliśmy wcześniej rowerów. Mogliśmy jeździć praktycznie codziennie. To tu, to tam. Zabierać rowery na dach i wyruszać w różne odległe miejsce, aby tam pedałować do upadłego. Dlaczego ja wcześniej nie jeździłem do pacy rowerem? Żałuję, że nie zwiedziliśmy tych wszystkich zamków, które nam wymyśliłaś. Żałuję, że tak późno zaczęliśmy jeździć w góry, że tak późno się w nich zakochałem. Dzięki tobie, bo gdyby nie ty, nigdy nie przeszedłbym po lipcowym śniegu 2000 m.n.p.m. Żałuję, że nie zapisaliśmy się na kurs tańca. Może spróbujemy?

Prześcigaliśmy się w tym, kto ile czego żałuje, zupełnie jakby były to zawody. Lista rzeczy, których żałujemy, okazała się być przerażająco długa, jak na nasze krótkie życie.

Kiedyś natrafiłam na yt na świetny film motywacyjny, w którym pojawiła się zadziwiająca teza - przeciętna osoba umiera w wieku 25 lat, a jest chowana w wieku 75 lat. Najzasobniejszym miejscem na świecie są cmentarze - są tam rzeczy, które nie zostały nigdy wynalezione. Pomysły, które nie zostały zrealizowane. Setki nienapisanych książek, niezaśpiewanych piosenek. Ja sama nie zliczę, ile moich pomysłów umarło śmiercią naturalną. Ile jest rzeczy, które kiedyś zabłysły w mojej głowie niczym Supernova, a ja pozwoliłam im wypalić się i obrócić w popiół. Tyle pogrzebanych natchnień. Tyle marzeń, które były na wyciągnięcie ręki. Rzeczy, których nie spróbowałam. Takich prostych, banalnych. Wszystkim urządziłam zbiorową mogiłę. Schowałam tam każdą inną wersję siebie, która wymagała czegoś więcej niż obudzenie się rano i pójście spać.

Ej! - mówię - no cholera jasna, gadamy jak stare pierdziele, przestańmy, stop. Chciałabym tak po prostu, abyś czasem powiedział, że nie jedziemy do domu. Jedziemy nad morze, do puszczy, w góry. Tak spontanicznie. Bez planów. Gacie na zmianę, szczoteczka do zębów i jedziemy.
Ja też tak chcę - powiedział. Obiecajmy sobie, że będziemy tak robić. Przestaniemy siedzieć w domu.

Jaki sens jest żałować rzeczy, których nie robiliśmy. Przecież cały czas możemy robić piękne rzeczy.
Tym sposobem nastała światłość i olśnienie. 
Mamy czas. Mamy całe życie czasu. Lepiej wykorzystać go tak, by nie żałować jutro, że się tego czy tamtego nie robiło. Jeśli mamy cokolwiek dziś robić, to lepiej cieszyć się tym, co możemy robić jutro niż płakać z powodu tego, czego nie zrobiliśmy wczoraj.

W kolejny weekend zabieramy tyłki w troki i na rowery! - padło hasło.

I tak też zrobiliśmy. Pogoda dopisała. Odkryliśmy leśne bajorko. Kaja podziwiała krajobrazy z siedzenia pasażera na tyle roweru. Opaliłam swoje trupio blade kulasy. Stoczyliśmy wojnę z komarami, której bilans był wyrównany - kilka skrzydlatych ofiar śmiertelnych i swędzące krosty.

Buty, w których wybrałam się na wycieczkę to Nessi. Bardzo wygodne na rower i jednocześnie całkiem kobiece, choć sportowe. Dla mnie to ważne, bo nie jeżdżę na nim tylko na wycieczki. Rower jest dla mnie środkiem transportu do pracy, nie zakładam do tej jazdy rowerowych ubrań, tylko swoje zwyczajne. Dlatego dla mnie to ważne, aby buty były jednocześnie praktyczne i miłe dla oka. Mój blog nie jest modowy i nigdy nie będzie - nie bez kozery pokazuję na nim same nogi, jak już niektórzy się zorientowali. :-) Przy moim trybie życia trudno wyjść poza schemat jeansów i koszulek, a ten krój butów stworzony jest do mojego laickiego pedałowania i pasuje do zawartości szafy. Nie ślizgają się na pedałach i najechanie kołem na stopę nie boli :-) Możecie zerknąć na www Nessi, fanpage Nessi i Instagram Nessi. Ja wybrałam sobie takie, ale można też mniej sportowo.







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Polecany post

Średnio 10 na 100 świeżo upieczonych matek ma z tym problem - więcej niż tylko baby blues. Dziecko, matka i depresja.

Depresja poporodowa to najgorsza rzecz, jaka kiedykolwiek mnie spotkała. - Napisała Agnieszka. Przez pierwsze dni w szpitalu odczuwała pr...