Z perspektywy siodełka Warszawa da się lubić - rowerem po stolicy

wycieczka rowerowa po Warszawie

Wychowałam się w Warszawie, ale nie w jej centrum, a na obrzeżach. Stolica kojarzy mi się z korkami, tłokiem, hałasem i pośpiechem. Miasto cały czas ewoluuje. Od czasu, kiedy jeszcze swobodnie po nim jeździłam, autobusy zmieniły trasy i numery, wszystko jest inne. Dziś muszę tak planować każdą podróż, aby nie mieć niespodzianki, gdy autobus zawiezie mnie gdzieś indziej niż miałam w zamiarze. Chyba że... jadę rowerem. Wtedy jestem sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Jeszcze nigdy Warszawa nie była tak przyjazna rowerzystom jak teraz, o czym miałam okazję się przekonać.


http://www.netto.gazetkapromocyjna.com.pl/netto-dla-fanow-udanej-podrozy-gazetka-promocyjna-2017-07-24,119/?_ga=2.229514904.525201175.1500852458-1399598787.1500402228#page/14
"Ojciec w pigułce" zaproponował mega długą wycieczkę. Taka randka, bo w końcu zbliżają się moje imieniny. Z początku pomysł wydawał mi się wariacki, bo szczerze mówiąc, boję się jeździć rowerem po ulicach z dużym ruchem, a w Warszawie trudno spotkać inne. Okazało się, że można spokojnie przepedałować takie sympatyczne 40-kilometrowe kółeczko bezpiecznymi drogami. Wiem, że drogi rowerowe w Warszawie odbiegają od tego, jak każdy chciałby je widzieć, ale ja pamiętam czasy, kiedy nikt w ogóle nie myślał o żadnych udogodnieniach dla rowerzystów. "Zaliczyliśmy" dwa mosty, Bulwary Wiślane, okolice Sejmu, Starówkę. Na Bulwarach Wiślanych posadzili kwiaty - praktycznie na każdym siedział motyl. Jednemu zrobiłam zdjęcie. Zapozował, jakby modeling był jego codziennym zajęciem.


Nie powiem, choć rowerem poruszam się kilka razy w tygodniu, to nigdy aż tyle na jeden raz. Byłam z siebie dumna. Wiem, że są osoby, który i 100 km będą pedałować i może głupio się przechwalać, ale dla mnie te 40 km to duże osiągnięcie i jednocześnie pierwszy krok do tego popularnego "brania się za siebie". Jakiś czas temu udało mi się ładnie schudnąć. W lutym już niewiele brakowało do celu, który sobie wyznaczyłam, ale jak to zazwyczaj bywa, droga do celu była kręta i ostatecznie rzuciłam to całe odchudzanie w diabły. Trochę kilogramów wróciło, więc zaczynam od nowa. Nie bez powodu pytałam Was na fanpage, czy lepsza jest dieta z Bebio czy z Vitalii. .

Rower to dla mnie jedna z lepszych inwestycji w siebie

Dawno temu, za siedmioma górami i za siedmioma lasami jeździłam na rowerze. Spędzałam na nim całe wakacje, aż w końcu dopadła mnie przypadłość potocznie nazywana dorosłością. Już nie było czasu na jazdę bez celu, a stary rower niszczał w garażu, aż w końcu trafił na złom. Swój obecny rower mam od niedawna, bo ok. 2 lata. Dzięki temu, że zmieniłam pracę i mam do niej jedynie 12 km, często zamiast lecieć do pociągu, wsiadam na rower. Nawet wtedy, gdy pogoda jest niezbyt ciekawa i decyduję się na pociąg, biorę rower ze sobą, aby pokonać szybciutko odcinek ze stacji do pracy i na odwrót. Mój rower stał się dla mnie nowym członkiem rodziny. Ma nawet swoje imię. Nie mam pojęcia, jak mogłam funkcjonować bez niego.

Frankenrower - jaki wybrać koszyk? Podpowiedzcie!

Określenie frankenrower usłyszałam w którymś z tych programów o tym, jak ludzie kupują magazyny z dziwnymi rzeczami, które później sprzedają. Bardzo mi się spodobało. Mój rowelas powoli staje się takim frankenrowerem. :-) Daje radę, choć jak widać na zdjęciu tytułowym, część siodełka owinięta jest brązową taśmą. Nie wiem, jak to się stało, ale zrobiło się oskubane i przez oskubane otworki wydostawało się na zewnątrz jego wypełnienie, co mnie wkurzało. Jak to mówią, prowizorka trzyma się najdłużej, więc jeżdżę z otaśmowanym siodełkiem już kilka miesięcy. To samo mam z koszykiem. Do większości koszyków można włożyć maksymalnie 1,5 kg, inaczej po prostu się urwą. Przy moim trybie jazdy, to w ogóle nie zdałoby egzaminu bez dodatkowych mocowań, ponieważ wkładam do niego torebkę do pracy, która swoje waży. Koszyk był metodą chałupniczą przymocowany na wkręt. Niestety po paru miesiącach użytkowania metalowa siateczka zaczęła pękać wokół wkrętu i koszyk odrywał się coraz bardziej i bardziej. Kilka dni temu pojechałam do koleżanki i tam okazało się, że koszyk trzyma się dosłownie na niteczce. Jej mąż (dzięki, Jacek) uratował sytuację i go zreanimował, montując trytki. Wiem jednak, że jest to rozwiązanie na jakiś czas i muszę pomyśleć nad nowym koszykiem. Pytanie - wiklinowy czy metalowy? Metalowy - wiem, jak się zachowa - trzeba będzie dać wkręt, aby sprostał moim potrzebom. :-) A wiklinowy? Ktoś używa? Wiklinowe koszyki wyglądają obłędnie, ale jak zachowują się na deszczu? Parking rowerowy u mnie w pracy jest odkryty, a więc czasem mój frankenrower przypomina zmokłą kurę po kilku godzinach deszczu. Do końca lipca  w netto jest teraz promocja na akcesoria rowerowe - wielka wyprzedaż artykułów rowerowych. Te z wikliny są dwa razy droższe. Pytanie, czy to ze względu na ładny wygląd czy może są trwalsze?

http://www.netto.gazetkapromocyjna.com.pl/netto-dla-fanow-udanej-podrozy-gazetka-promocyjna-2017-07-24,119/?_ga=2.229514904.525201175.1500852458-1399598787.1500402228#page/14

Będę wdzięczna, jeśli doradzicie jakieś sensowne rozwiązanie, jeśli chodzi o koszyk. Może taki koszyk da się zaadaptować solidniej niż na wkręt, aby można było w nim wozić więcej niż butelka wody? Myślałam też o bagażniku i koszyku na bagażnik, ale to raczej kiepski pomysł, aby wozić tam torbę z osobistymi rzeczami. Można też zakładać po prostu plecak, ale nie lubię mieć mokrych pleców, a do pracy nie zakładam żadnego specjalnego rowerowego stroju, tylko zwyczajne ubranie. Na koniec dodam, że będzie mi naprawdę miło, jeśli podzielicie się swoimi pomysłami na "przystosowanie" koszyka rowerowego, burza mózgów mile widziana. Może ktoś miał jak ja, problem z odpadającym/urywającym się koszykiem?

Gdy patrzę na te zdjęcia, jestem skłonna zaryzykować z koszem z wikliny.









Ostatnie zdjęcie: Pixabay CC0
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Polecany post

Jak chusteczki higieniczne

Pixabay Mówią o nas - nadwrażliwi emocjonalnie, nietykalscy, nieprzystosowani. Trzeba być twardym, a nie miękkim, a życie to nie baj...